Strona nie moze byc poprawnie wyswietlona bez Flash Player.

Get Adobe Flash player

 
Od Jutra -
Na początku byłem widzem - historia grupy wg Krzysztofa Ryzlaka
Sobota, 2 stycznia 2010 21:03, A. Rzadkiewicz
Na początku byłem widzem

Pamiętam, jak Grażyna Błaszczyk zaprosiła mnie na próbę spektaklu "Od jutra nikt...". Byłem wtedy w pierwszej klasie liceum i wszystkie działania, które ukazały się moim oczom, a którymi kierowała Teresa, były czymś nowym i bardzo dziwnym. Fajnie, pomyślałem, choć tak do końca nie wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi. Spektaklu nie widziałem, leżałem w łóżku chory na grypę. "Ocal przed czarną godziną" przeżyłem bardzo, chyba jak wszyscy widzowie tego pamiętnego 3 maja 1985 roku. Miałem wrażenie, że uczestniczę w czymś wielkim, a do tego zakazanym.

Później przyszły 1 Jesienne Spotkania Teatralne, na które chodziłem ze wszystkimi znajomymi. Pamiętam wieczór gospodarzy i "Runął już ostatni mur" - siedziałem na schodach i przyglądałem się jak młodzi ludzie z kilku prostych gestów i znaków potrafią wyrazić tyle rzeczy, jak "robią teatr" i jak wielką im to sprawia przyjemność. Pomyślałem sobie, że to jest to, "co Tygrysy lubią najbardziej!"
potem zostałem "odjutrzakiem".

Oj, nie było to takie proste! Co prawda Teresa nie robiła żadnych eliminacji czy przesłuchań potencjalnych kandydatów do Grupy, jednak trzeba było przyjść do Domu Kultury i powiedzieć, że chce się zostać aktorem. A to było już trudniejsze... Jednak udało mi się przemóc "wrodzoną skromność" i przyjść do pokoju nr 7. Przyszedłem i zostałem do dziś. Tutaj spędziłem wspaniałe chwile życia, tutaj poznawałem nowych ludzi, aktorów, reżyserów, tutaj wreszcie spotkałem przyjaciół, dla których teatr był wszystkim.

Pamiętam "I ku Polszcze szli" - mój pierwszy spektakl i tremę z nim związaną, i to, jak spadł mi karabin z pleców, i jak zgasła lampa naftowa, i jak skrzydła Eloe nie chciały się odpiąć. I brawa na koniec. To było wspaniałe uczucie! Każdy występ był czymś wyjątkowym, nowym wyzwaniem dla własnych słabości. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że mogą być silniejsze emocje...
a teraz jestem "grupowym"

To prawda, że myślałem długo o tym, aby stworzyć "coś". Gdy nadarzyła się ku temu okazja postanowiłem ją wykorzystać. Byłem na praktykach w KDK-u (studiowałem już we Wrocławiu) w planach były 6 Jesienne Spotkania Teatralne, na których Grupa powinna się zaprezentować. Poprosiłem Teresę, aby pozwoliła mi wykorzystać pomysł, nad którym wcześniej pracowała z Grupą. Zgodziła się, i w ten sposób powstało "Znajdź mnie" - opowieść sceniczna oparta na micie Orfeusza i Eurydyki. To, co przeżyłem podczas prób z ośmioma nieobliczalnymi kobietami, to co one przeżyły, gdy zobaczyły skąpe kostiumy nimf, i wspólna radość gdy opadła kurtyna i nerwy - tego nie da się opowiedzieć.

Później "Gesty znaki symbole wspomnienia" będące podsumowaniem XIII premier i nowe, już "tylko moje" odjutrzaki - dwie Ole (Aftowicz i Mrozowicz) i Weronika (Michalska). Kolejne Spotkania Teatralne przyniosły "Tragedię Szkocką", która była moją wersją "Makbeta" Szekspira. Było to wówczas największe przedsięwzięcie teatralne i wyzwanie dla Grupy - kostiumy, rekwizyty, scenografia i wspaniała muzyka M. Musorgskiego.

Pierwsze trzy spektakle były próbami teatru ruchu, który był mi bliski. Mimo to przemówiliśmy już w marcu 1992 r. "Kołami samotności", przemówiliśmy, a nawet kilka osób zaśpiewało publicznie i do mikrofonu. Spektakl ten był odzwierciedleniem stanu mojego ducha, ale całe szczęście nie zaraziłem nikogo czarnymi myślami o samotności.

Było także wesoło, a to za sprawą kolejnych spektakli i monodramów. "Żywot Łazika z Tormesu" i "Rzeczy mniejsze" (monodramy) bawiły i bawią ludzi do dziś. "ABC dobrego wychowania", które powstało na obozie teatralnym w Zuzinowie, było wariacjami na temat podręcznika bon tonu Ireny Gumowskiej. Grupie udało się stworzyć odpowiedni klimat i pokazać w krzywym zwierciadle, jak to z naszą kulturą osobistą jest naprawdę.

Grupa to przede wszystkim ludzie. Z nimi się pracuje, dla nich pisze scenariusze i tworzy konkretne postaci. Najlepszym przykładem, że tak właśnie jest była "Alicja". Zafascynowany lekturą "Alicji w krainie czarów" L. Carrolla stwierdziłem, że taką Alicję mam w Grupie. Była nią Ela Gontarek - wspaniała i rezolutna młoda osóbka, o dużym uroku osobistym i niebanalnym poczuciu humoru. Był także wspaniały Kot i Kapelusznik, okrutne Królowe i niezdecydowany Król, Suseł, Mysz i Gryfon, Biały Królik i Zając Marcowy - wszyscy udowodnili, że są zgranym i doświadczonym zespołem. I kiedy już byliśmy na tyle pewni, że nadszedł czas, aby zrobić coś "na poważnie", okazało się, że większość aktorów właśnie zdaje maturę i wyjeżdża z Kutna. Ta historia miała się powtarzać regularnie co kilka lat. Mimo to, udało się nam tworzyć zespoły teatralne, które realizują ciekawe wydarzenia teatralne.

Trudno mi wymienić wszystkie osoby, dzięki którym powstały niezapomniane spektakle i role. Trudno jest także powiedzieć, który spektakl jest dla mnie najważniejszy. Najbliższym, jest mi zawsze ten ostatni, lecz bardzo cenie kilka z nich... "Strzępy", "Tutaj czy gdzie indziej", "Pamiętnik z okresu dojrzewania", "Nie lubię pożegnań" czy monodram "Rzeczy mniejsze".

Przez te lata graliśmy w wielu miastach i miasteczkach Polski, wystąpiliśmy w Anglii, zdobyliśmy wiele nagród na festiwalach teatralnych, zapraszano nas na przeglądy, oblegaliśmy Konkursy Recytatorskie i spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Wiele osób opuściło Grupę, lecz na ich miejsce pojawili się nowi szaleńcy, którzy w teatrze szukają schronienia.

Przed nimi nowe spektakle...
Krzysztof Ryzlak
 
 
Grupa Teatralna "od jutra" © - z miłości do sztuki